poniedziałek, 9 marca 2015

Co robimy w ukryciu/ What We Do in the Shadows, 2014



Komedia, horror, mockument
Nowa Zelandia, 2014
Scenariusz i Reżyseria: Jemaine Clement, Taika Waititi
Zdjęcia:  Richard Bluck, D.J. Stripsen
Muzyka: Plan 9









Dwójka Nowozelandczyków - Taika Waititi i Jemaine Clement postanowiła zrobić film o wampirach, a że nie mieli wystarczających środków wpadli na pomysł, że zrobią go tańszym kosztem. Zdecydowali się na mockument (fikcja przedstawiona za pomocą filmu dokumentalnego) czyli codzienne, a raczej conocne życie krwiopijców nakręcili kamerą z ręki. Twórcy, którzy jednocześnie zagrali główne role zaserwowali nam niezłą gatunkową mieszankę. Poza „niby reportażem” jest miejsce na czarną komedię i kino grozy. Taika Waititi i Jemaine Clement czerpiąc pełnymi garściami z chociażby takich klasyk jak Nosferatu, w swoim filmie przedstawili wszelkie mity oraz motywy działania swoich bohaterów, nabrali do tego ogromnego dystansu i sklecili dzięki temu nietuzinkowy film o wampirach. 




W „Co robimy w ukryciu” wampiry istnieją naprawdę. Żyją sobie gdzieś w nowozelandzkim Wellington i borykają się z problemami dnia codziennego. Mamy więc mroczny pałac zamieszkiwany przez 4 skrajnie przerysowanych jegomości. Viago, Deacon, Petyr, i Vladislav nie są stereotypowymi strzygami, a ich codzienne życie nie różni się specjalnie od życia współczesnych współlokatorów. Ktoś nie zmył garów po wczorajszej krwawej kolacji, ktoś nie ogarnął po sobie łazienki, ktoś inny nienawidzi swojej byłej nazywając ją Bestią. Nie wiedzą w co się ubrać na imprezę i czy dobrze w tym wyglądają, w końcu nie widzą swoich odbić w lustrze, boją się, że nie wejdą na dane przyjęcie- przecież zgodnie z zasadą, wampir musi być zaproszony by móc wejść. No i przypominają poniekąd biedne nastolatki, nasi bohaterowie są nieporadni, wrażliwi i mają fanaberie. Tak więc pragnienie świeżej ludzkiej krwi już dawno przestały być ich głównym zmartwieniem.


Do tej nietuzinkowej ferajny należą: czterystuletni Viago (Taika Waititi) wyglądający jak dandys z XVII wieku, po trosze matkuje swoim współlokatorom (przypomina kumplom o sprzątaniu, ściąga na narady itd.) do tego jest wrażliwy, uczynny i pedantyczny (przed wyssaniem krwi z ofiary rozkłada wokół niej gazety by nie narobić bałaganu). Kolejny jest przypominający Draculę, Vladislav (Jamaine Clement), 850 letni perwers, lubiący seks i nienawidzący swojej byłej.  Najstarszy jest Petyr (Ben Fransham) wyglądający jak Nosferatu ok. 8000 letni wampir jest najbardziej nieokiełznany, dlatego też rzadko kiedy upuszcza swą piwnicę. Najmłodszy jest Deacon (Jonathan Brugh) 200 letni narcyz i fleja.


Panowie żyją tak sobie od kilkuset lat, śpiąc w dzień, imprezując i polując na ludzi nocą. Nie licząc drobnych spięć z wilkołakami płynie noc po nocy. Ich spokojny wydawałoby się żywot zakłóca świeżo upieczony wampir Nick. Nick (Cori Gonzalez-Macuer) jest co prawda irytujący, ale ma fajnego kumpla Stu (Stuart Rutherford), z którym chłopaki szybko się zaprzyjaźniają i obiecują sobie go nie tykać mimo smakowitego rumianego ciała. Stu jest kulturalny, cierpliwy i pokazuje chłopcom uroki internetu. Wszystko fajnie by się układało, gdyby nie paplanie Nicka na lewo i prawo, że jest wampirem…




Wizualnie wszystko tu ma ręce i nogi, świetnie dobrani aktorzy oddają charakter swoich postaci, który co też warto pochwalić współgra z ich wyglądem. Kostiumy i mroczna scenografia budują klimat rodem z kina grozy. Przyjemną lekkość do tego filmu, poza odpowiednią ironią i sarkazmem wnosi bardzo dobrze dobrana nieco skoczna muzyka.

Pochwalić należy twórców za lekkość z jaką pokazali wszystkie legendy związane z wampirami, skupiając się na banałach dnia codziennego bez podśmiechujek na siłę, za to w przyzwoity prześmiewczy sposób oprowadzili nas po wampirzym świecie. W nielicho karykaturalny sposób przedstawiono tu połączenie klasycznej "wiedzy" o wampirach z teraźniejszością. Znaleźli też odrobinę czasu dla wilkołaków, zombiaków czy czarownic. Jak się  np. okaże wilkołaki też mają zasady. Przed pełnią ubierają się w dresiwo by nie zniszczyć ubrań podczas przemiany. Co godne pochwały, walczą też ze swą słowną agresją, w końcu jak powiedział jeden z nich są wilkołakami, a nie przeklinaczami.



O czym jest ten film poza ukazaniem wampiryzmu w krzywym zwierciadle? Myślę, że trochę o sile męskiej przyjaźni, powiedziałabym też, że o wiecznym chłopcu roztropku, który mimo upływu wielu lat nie potrafi dojrzeć, poza tym mimo, że uchodzi za twardziela jest wrażliwy i delikatny. Jak się okazuje nawet najwięksi odmieńcy mają uczucia:)

Podsumowując autorzy „Co robimy w ukryciu” zaserwowali nam świetną lekką komedię z masą nietuzinkowych postaci. Jest to film pełen popkulturowych nawiązań.  Panowie wykazali się godnym pochwały zmysłem obserwacji, nawiązując do wielu znanych motywów w bardzo twórczy sposób. Słowem obraz, który ma bawić i bawi. Nie zrywałam boków, ale na seans z kolegą jak najbardziej się nadaje.

1 komentarz :

  1. A ja zrywałam boki! :D I uważam, że to świetna propozycja na wiosenny seans. W końcu nie bez powodu film dostał Nagrodę Publiczności na WFF ;)

    OdpowiedzUsuń